Monika Bulik

Moją misją jest to, aby kobiety odbudowały swój zdrowy styl życia i raz na zawsze przestały się odchudzać.

Przemieniłam swoje bogate i bolesne doświadczenie w sukces, odzyskałam świadome życie robiąc to, co lubię najbardziej.  Z przyjemnością, odpowiedzialnością i przekonaniem dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem, narzędziami, praktykami, które pomogły mi oraz moim klientkom. Zatem mogą pomóc i Tobie.

Nasze życie to codzienna odkrywczo-rozwojowa podróż, w której każdy dzień daje nam nowe  doświadczenia. Moja życiowa wędrówka była szczególnie skomplikowana, wiodła od zagubionej nastolatki, którą pochłonęło dziesięcioletnie Koło Wiecznego Odchudzania, po dorosłą i świadomą kobietę, która przemieniając własne życie wreszcie zaczęła rozumieć własne ciało, akceptować je, kochać siebie i cieszyć się każdym dniem. Odbudowała zdrowy styl życia oparty na świadomości i akceptacji oraz tym, co lubi w życiu najbardziej.

10 lat w kole wiecznego odchudzania,  którego konsekwencją stała się anoreksja…

W szkole średniej nie tylko dojrzewałam, przeżywałam wyjątkowo głębokie emocje, pierwszą miłość i nie ostatni bunt. Jak wszyscy. Dla mnie był to przede wszystkim czas, w którym popadałam z jednej skrajności – odchudzania, w drugą  – przejadanie emocji. Był to bardzo trudny okres – iluzorycznych sukcesów – gdy waga była „wymarzona” oraz czas ogromnej katastrofy – kiedy błyskawicznie tyłam.

Będąc w liceum bardzo dobrze się uczyłam. Zostałam najlepszą w szkole absolwentką ze średnią ponad 5,2 aż z 40 przedmiotów. Bycie najlepszą nie sprawiało mi jednak żadnej satysfakcji, bo każdy szkolny sukces przysłaniała powracająca nadwaga. Dramatyczna nadwaga. I następujące po niej gwałtowne odchudzanie. Ciągłe wahania wagi doprowadzały do coraz poważniejszych zaburzeń i powikłań zdrowotnych. Ciało zaczęło się buntować i dawać poważne sygnały ostrzegawcze w postaci dolegliwości i chorób!

Studia oznaczały zmianę miejsca zamieszkania. Zamieniłam Bieszczady na duże miasto, inne otoczenie, inne środowisko. Po 5 latach poważnego odchudzania mogłam mniej o nim myśleć, a moje wysiłki stały się mniej intensywne. Nie zmieniło to jednak faktu, iż nadal trwałam w tym błędnym Kole oszukiwania się. Odmawiałam sobie wielu ulubionych potraw, otoczeniu wmawiałam, iż dbam o siebie. Ale w chwilach słabości chowałam się po kątach, podjadając zakazane „smakołyki”. Po takich skrajnościach – od głodowania po obżarstwo – człowiek czuje się okropnie. Pragnie zapomnieć, ale nie może. Wyrzuty sumienia są olbrzymie.

Na ostatnim roku studiów postanowiłam wrócić do domu – w Bieszczady, za którymi bardzo tęskniłam. Wyglądałam całkiem nieźle, szczupła pełna uśmiechu, ale tylko na zewnątrz. W głębi serca kotłowało się wiele spraw niedokończonych, a moje ciało powiedziało „mam już dość” i poważnie się rozchorowałam. Długofalowe odchudzanie  doprowadziło mnie do początkowej fazy anoreksji…

Ta straszna choroba i związane z nią cierpienie były jednak początkiem najpiękniejszego okresu w moim życiu – czasu wewnętrznej przemiany… odzyskania radości życia! To był mój najpierwszy etap świadomego rozwoju.  Wówczas myślałam, iż gorzej być nie może i nic bardziej mnie nie zaboli. Jednak życie pokazało mi inaczej, o tym za chwilkę…

A tym czasem jakie poczyniłam kroki po okropnym wyniszczeniu swojego ciała, umysłu i duszy – czyli po ponad 10 latach wiecznego odchudzania…

Zrobiłam wszystkie badania lekarskie, których tak się obawiałam, a które zaskoczyły mnie pozytywnym wynikiem. Dały mi on olbrzymią siłę i zarazem zrozumienie, iż przyczyny mojej choroby tkwią głęboko w mojej głowie.

A wówczas, jakby z nieba, zaczęłam otrzymywać wsparcie od Losu czy Boga. W czym? W poznawaniu siebie, potrzeb swojego ciała i pracy nad sobą rozwijając świadomość tego, co tak naprawdę jest dla mnie najważniejsze w życiu. Spotkanie z książką Louise Hay „Możesz uzdrowić swoje życie” przyczyniło się do odkrycia źródeł mojego wiecznego odchudzania oraz pomogło w rozpoznaniu wewnętrznych blokad w zaakceptowaniu oraz pokochaniu siebie. Zrozumiałam, że przez ponad 10 lat, nieustannie się odchudzając, tak naprawdę poniżałam siebie oraz karałam za coś, co nie wiązało się z żadną moją winą – to deficyty przeszłości i olbrzymia potrzeba pokochania swojego wewnętrznego dziecka.

To pierwsze przebudzenie rozpoczęło najważniejszy – uzdrawiający proces w moim życiu, który trwał 7 lat. Dzięki niemu uleczyłam własne ciało, umysł i duszę odzyskując równowagę w życiu. Przemieniłam cierpienie oraz trudności w codzienną radość życia. Nauczyłam się miłości i szacunku do samej siebie, zaufałam sobie! Uświadomiłam sobie potrzeby własnego ciała i wówczas przestałam się odchudzać. Odzyskałam najpotężniejsza siłę życiową – wewnętrzny spokój. Wówczas moja waga była taka, o jakiej zawsze „marzyłam”. Jadłam to, na co miałam ochotę ciesząc się radością głębokiego smaku. 

4 lata macierzyństwa, czas odkurzenia pasji z dzieciństwa, odbudowa więzi z naturą…

8 czerwca 2016 roku urodził się Ksawery, czas kiedy był w brzuszku wspominam pozytywnie. Wykorzystałam go w pełni dla siebie, swoich potrzeb i rosnącego we mnie maleństwa. Prawie codziennie rano ćwiczyłam poranną jogę, dużo spacerowałam, a nawet biegałam. Oczywiście zdrowo się odżywiałam dla dwojga. Coś tam pracowałam, ale jak nie miałam siły to tego nie robiłam. Wówczas odkurzyłam swoje pasje z dzieciństwa zapraszając zioła do swojej codzienności. Zbierałam kwiaty, liście, owoce, korzenie – roślin, które miałam na wyciagnięcie dłoni. Zaczęłam tworzyć z nich przepyszne mieszanki ziołowe, które spożywałam w postaci herbatek. Zamykałam także potencjał leczniczy ziół w buteleczkach w postaci domowych przetworów. Mieszkałam wówczas w Ustrzykach, to miejsce sprzyjało takim zajęciom. I tak niespodziewanie obudziłam swoją uśpioną pasję do natury i jej leczniczych skarbów. Prace z nią związane sprawiały mi mnóstwo radości. Tym bardziej kiedy uświadomiłam sobie, iż mogę w prosty i skuteczny sposób zadbać o swoje zdrowie i mającego przyjść na świat dziecka. Własna domowa spiżarnia pełna tradycyjnych i zdrowych produktów to zawsze mniejsza potrzeba kupna tych ze sklepu. Mając także na uwadze wiedzę, iż często jest to żywność przetworzona, którą kupujemy nieświadomie. A jak wiemy jej spożywanie jest najczęstszą przyczyną wszelkich chorób i dolegliwości występujących na całym świecie. Także motywacja do rozwoju tej pasji była ogromna  w takim stopniu, iż postanowiłam podejść do sprawy profesjonalnie – uzyskać państwowy tytuł z kodem zawodu zielarza-fitoterapeuty. Już wówczas wiedziałam, iż w przyszłości będzie mocno rozkwitała. I tak owocem tego czasu stały się pierwsze receptury funkcjonalnych herbatek ziołowych i owocowo-ziołowych. Tak naprawdę powstały w międzyczasie chłonięcia zielarskiej wiedzy i domowej praktyki przetwórstwa. Kiedy urodził się Ksawery to czas się zatrzymał, niestety doświadczyłam totalnego barku kompetencji służby medycznej podczas tego porodu. Mój stan był bardzo ciężki. Wiedziałam jak mogę sobie pomóc i moje ciało bardzo szybko się zregenerowało. Lekarz, który mnie prowadził był zadziwiony, iż w tak szybkim czasie można wyzdrowieć.

fotki dwie 

Zawodowo powróciłam do swojej misji szkoleniowej oraz przemieniania swojej zielarskiej pasji w gotowe produkty do sprzedaży. Przy pomocy i wsparciu męża powstała marka Bieszczadzkie Herbarium – 100 % naturalne funkcjonalne herbatki ziołowe i owocowo-ziołowe.  Podczas ich powstania w głowie i z czasem w planach były inne produkty. Jednak los tak sprawił, iż  trzeba było się zatrzymać bo na świecie pojawił się mój drugi skarb – córka Amelka. Ta zmiana odmieniła całkowicie moje życie. Jedno dziecko to rewolucja, ale dwója to nie jest podwójna rewolucja, to niekończąca się codzienna rewolucja pełna obowiązków. To czas kiedy odstawiłam część siebie, swoich potrzeb i pragnień na bok. Oddałam się w pełni macierzyństwu, godząc mimo wszystko rolę mamy z pracą.  Wszystko działo się w bardzo szybkim tempie czerpiąc z siebie ogromne i czasami ostanie pokłady energii.

Herbatki Bieszczadzkiego Herbarium od samego początku wchodząc na rynek turystyczny Bieszczadów cieszyły się dużym zainteresowaniem, co wiązało się z dodatkowymi obowiązkami. A nowy wówczas rodzinny projekt Bieszczady.shop stał się nieplanowanie bardzo czasochłonny. Pogodzenie dużej ilości pracy i zajmowanie się dziećmi uczyło mnie życia… świadomego odpuszczania, niekończącej sztuki akceptacji. Nie obyło się bez wyzwań, trudności, głębokich emocji także tych negatywnych, stresu, upadków. Szybkość życia, brak odpoczynku i regeneracji, zgromadzony chroniczny stres, napięcia w ciele otworzyły mój kolejny etap życia…

Prawie 3 lata w świecie dolegliwości żołądkowo-jelitowych, zespołu jelita drażliwego, chorób cywilizacyjnych…

To drugie przebudzenie rozpoczęło niekiedy przerażający i ze łzami w oczach, ale mimo wszystko uzdrawiający proces w moim życiu, który trwa obecnie każdego dnia.

Pamiętam tą datę dokładnie 16 marca 2020 r. jak każdy poniedziałek poszłam do pracy, wówczas nasze biuro było w Ustrzykach Dolnych. Po zakończeniu pracy poszłam do sklepu i zrobiło mi się słabo, aż prawie zemdlałam. Kiedy doszłam do domu byłam jeszcze bardziej wyczerpana  i nic nie mogłam jeść bo zaczął mnie potwornie boleć brzuch. Czułam się jakby mój układ pokarmowy został zablokowany i przestał funkcjonować. Zadzwoniłam do lekarza rodzinnego, oczywiście mnie nie przyjął, bo to czas kiedy zaczął się COVID-19. Prawie nic nie jadłam przez 3 dni i wylądowałam na SORze pod kroplówką. Lekarz dyżurujący przepisał mi elektrolity i powiedział, iż po 3 dniach powinno przestać. Tak się nie stało, moje zdrowie się pogorszyło, a dolegliwości były co raz poważniejsze. A ja nadal nie mogłam nic jeść. W ciągu 5 dni kiedy ten stan trwał zeszło ze  mnie 8 kg!. Czułam potworną bezradność, dzwoniłam do lekarzy, szpitali i tylko słyszałam, że to mogą być objawy wskazujące na COVID. Po 5 dniu dniach trwania tej traumy, na skraju wyczerpania mąż zawiózł mnie na drugi SOR i tutaj ku zaskoczeniu pomogli mi. Otrzymałam kroplówkę, leki dożylne oraz przepisano mi inne lekarstwa. Stwierdzono, bez badań, że mam zapalenie żołądka i dwunastnicy. Dodano, iż zbliża się wiosna i to jest normalne o tej porze. Dzień po dniu, pomalutku zaczęłam coś jeść, i rozpoczęłam odkrywczo-uzdrawiający proces w swoim życiu. Do lekarza w najbliższym czasie nie było szans się dostać, ponieważ był to czas największej sezonowej zachorowalności na koronawirusa. Najpierw szukałam sposobów w jaki sposobów mogę sobie pomóc dietą. Zaczęłam pić olbrzymie pokłady wywaru z siemienia lnianego, pić herbatkę  z mięty pieprzową i rumianku. Moja dieta oczywiście była bardzo lekkostrawna, głównie królowały płatki owsiane, delikatne zupy, gotowane warzywa i grillowane białe mięso. Nie mogłam ćwiczyć, bo nie miałam siły, nie pracowałam, za to dużo spałam i spacerowałam. Po dwóch miesiącach czułam się lepiej, maiłam więcej energii  i od razu powróciłam do lekkiej aktywności, porannej jogi, jazdy na rowerze w towarzystwie natury. W tym czasie zaczęłam szukać przyczyny co się stało? Dlaczego mój żołądek zachorował? Co miało na to wpływ? Co chce mi powiedzieć moje ciało? Analizowałam swoje życie przed pojawianiem się tychże dolegliwości. Dochodziło do mojej wiadomości, iż najbardziej szkodzi mi chroniczny stres…

2 fotki 

Z oporem przychodziło mi się z tym pogodzić… Myślałam sobie… Monika przecież ty się nie stresujesz. Systematycznie uprawiasz aktywności, zdrowo się odżywiasz, pracujesz robiąc to, co lubisz, masz kochającą i szczęśliwą rodzinę. Teraz wiem, iż sama siebie oszukiwałam, że jest tak pięknie! Kiedy odkryłam, że mam w swoim ciele ogromne pokłady chronicznego stresu, i że bardzo się stresuję różnymi tak naprawdę mało ważnymi sytuacjami postanowiłam bardziej o siebie zadbać. Potrzeby mojego ciała, mojej głowy oraz mój czas wolny stały się świętością! Spokój i zdrowie mamy to zdrowa i spokojna rodzina! Stopniowo wyciszyłam się, mogłam co raz więcej jeść, nawet miód, czekoladę, orzechy w małych porcjach do porannej kaszy i owsianki. Sprawiało mi to wielką przyjemność. Jadłam więcej warzyw surowych i gotowanych, mniej jeszcze owoców.

Pamiętam jak dziś kiedy w lipcu po 4 miesiącach przerwy napiłam się z przyjaciółką kawy. Smakowała tak pysznie, najpyszniej na świecie. W wakacje zainteresowanie koronawirusem zmalało i postanowiłam dostać się do jakiegoś specjalisty od gastroenterologii. W tym czasie zaczęłam u siebie obserwować kolejne dolegliwości, tym razem z jelitami. Dostałam się na wizytę do gastroenterologa. Pani doktor była bardzo miła, wysłuchała mnie,  zbadała, skonsultowała ze mną moją dietę.  Przepisała także leki IPP (inhibitory pompy protonowej – to grupa leków stosowana w leczeniu chorób górnego odcinka przewodu pokarmowego), które pomogły mi od razu jednocześnie siejąc coraz gorsze spustoszenie w moim żołądku i jelitach. Teraz to wiem, wówczas nie miałam o tym zielonego pojęcia. 

Z diagnozy Pani doktor miał to być zespół jelita drażliwego. Przez pierwszy miesiąc zażywałam bardzo duże dawki przepisanych leków. Po tym czasie postanowiłam je odstawić wbrew temu, co zalecała lekarka.  Wówczas bardzo analitycznie i ze szczególną uwagą obserwowałam swoje ciało, prowadziłam dziennik zapisując dosłownie wszystko co jadłam, o której godzinie, i co się działo po jedzeniu. Uwzględniłam w nim także poziom dziennego stresu oraz tego co go wywołało – jaki bodziec i czy sobie z nim poradziłam. W dalszym ciągu szukałam przyczyny: Co się stało? Wiedziałam, iż moje dolegliwości zaczęły się od zapalania błony śluzowej żołądka. Kiedy ten stan się uspokoił to pojawiły się problemy z jelitami w postaci zaparć. W dalszym ciągu dużo czytałam, szukałam inspiracji, zrozumienia. Pewnego dnia jak z nieba wpadła mi do rąk książka Kasi Dziurskiej SIBO jak z nim żyć, jak leczyć? Przeanalizowałam ją bardzo szczegółowo, zestawiając to, co w niej jest zawarte z moimi dolegliwościami. Czułam, że to jest to, co mnie spotkało. Trochę ulgę, trochę przerażenie, przecież to jednak choroba, która jest praktycznie nieuleczalna. Zaraz po tym odkryciu przyszedł do mnie kurs Marcina Sędkowskiego „Zdrowie w jelitach – wylecz SIBO, IMO, SIFO i Zespół jelita drażliwego”. Ten kurs jeszcze głębiej uświadomił mi, co się dzieje w moich jelitach oraz to, że mogę sobie pomóc! Kolejny mój krok to test wodorowo-metanowy na SIBO.  Niestety wynik na granicy pozytywny. Przeanalizowałam informację na ten temat, z którym wynika, iż wynik metanowy zaparciowy jest trudny do zweryfikowania. W szczególności kiedy na starcie testu ma się dużo metanu, a ja go miałam. 

2 fotki

Świadoma tego, iż najbardziej szkodzi mojemu zdrowiu chroniczny stres zabrałam się do jego najgłębszego poznania. Kiedy zrozumiałam co robi w moim ciele, ze szczególnym okrucieństwem w układzie pokarmowym postanowiłam, iż pragnę nauczać się z nim żyć, tak aby mnie mobilizował i wspierał moje zdrowie. Do radzenia codziennego ze stresem trzeba mieć spokój wewnętrzny, który się ma jeśli się odpoczywa i regeneruje.  Zatem niezbędne okazały się generalne porządki w moim życiu na każdej jego płaszczyźnie. Wówczas zadałam sobie fundamentalne pytanie: Czego życie ode mnie wymaga? W domu, pracy i JA – moje potrzeby, mój rozwój i moje zdrowie. Zrozumiałam i zaakceptowałam, iż pracę mogę sobie regulować w zależności od swojej aktualnej sytuacji i bieżących potrzeb. Opracowałam swoje ulubione techniki relaksacyjne, świadome przerwy od pracy i obowiązków rodzinnych, listę rytuałów mniejszych i większych dla siebie i dla rodziny, a także rytm dnia. Szczególną uwagę poświęciłam na wprowadzanie w rytm dnia regularnych, świadomych i funkcjonalnych posiłków. Te małe, wielkie zmiany – moje codzienne kotwicy mocy, dbają i uzdrawiają moje życie. 

W tym czasie także zanurzyłam się w analizie chronicznego stresu i jego oddziaływaniu na układ pokarmowy…

Zrozumiałam, że dla naszego ciała i umysłu stresem negatywnym jest każda sytuacja, która wyprowadza nas ze stanu równowagi. Tak więc restrykcyjna dieta, sama jej zmiana nawet na zdrowszą, jedzenie w pośpiechu czy z telefonem i TV, intensywny trening za wszelką cenę kiedy ciało prosi o relaks, zakłócony rytm dnia, mała ilość snu, rozczarowanie i przytłoczenie, że się nie zrobiło tyle ile zaplanowało – w pracy, domu.

Uświadomiłam sobie, że moja kondycja psychiczna ma bardzo dużo wspólnego z moją kondycją jelit. Układ pokarmowy, nerwowy, odpornościowy i hormonalny są ze sobą mocno połączone. A negatywny stres może zmniejszyć mikroflorę bakteryjną jelit do zera. Zrozumiałam jeszcze co mogło być powodem, że mój żołądek i jelita zachorowały… Moje dzieciństwo i jego deficyty, to co w nim przeżyłam – głębokie emocje oraz okres dorastania w cieniu wiecznego odchudzania. Te wszystkie doświadczenia ukształtowały to, jak mój układ nerwowy i pokarmowy pracują obecnie. Czas macierzyństwa – dwie ciąży czasowo blisko siebie, to także wyczerpujący okres mojego ciała i mojej psychiki. To głębokie zrozumienia bardzo pomogły mi i pomagają w codziennym funkcjonowaniu w cieniu dolegliwości układu pokarmowego. 

W tym czasie jeszcze konsekwentniej zadbałam o kontakt z naturą, który oddziaływane na mnie niezwykle leczniczo. Odbudowywałam od fundamentów swój zdrowy sty życia. Zioła na co dzień zagościły w mojej diecie, robienie przetworów i herbatek sprawiało mi mnóstwo przyjemności. Pouczyłam wówczas ogromną potrzebę powrotu do pracy trenerki, coacha zdrowia wykorzystując w niej wiedzę i doświadczenie zielarki-fitoterapeutki. Role te wzajemnie się uzupełniają – nierozerwalnie połączone są z naturą, którą kocham. Wówczas  podjęłam także decyzję o dalszym rozwoju uzyskując tytuł dietetyka z dyplomem państwowym z rozszerzeniem o psychodietetykę i coaching dietetyczny.

Dzięki temu procesowi przemiany-uzdrawiania odbudowałam bardziej świadome życie, zdrowszy styl życia, uczę się codziennie radzić sobie ze stresem robiąc to, co lubię najbardziej. Kiedy jestem zmęczona, i nie mam energii to odpuszczam dając przestrzeń na jej odzyskanie. Aktywnie wypoczywam przebiegając 13 km w świadomych oddechu słuchając swego ciała, praktykuję codzienne mądre poranki rozpoczynając dzień od medytacji i jogi, ciepłe śniadanie królewskie to świętość w mojej rodzinie, wieczorne wyciszenie w postaci czytania inspirujących książek aromaterapeutycznej kąpieli z nutą lawendy czy sosny. Czerpię z darów natury ogromną moc każdego dnia. 

Obecnie postanowiłam jeszcze raz dokonać analitycznej diagnozy moich dolegliwości układu pokarmowego. Czuję, iż coś się zmienia, zmieniło… w moim żołądku, moich jelitach, głowie, myślach. Będzie to wymagający dla mnie czas. Mam mnóstwo siły, aby przez niego przejść i podleczyć swoje dolegliwości żyjąc z nimi w spokoju i świadomości. 

Oczywiście, nie mogę zapomnieć podzielić się z Wami moimi marzeniami…

Pierwsze najbliższe to przeprowadzka do nowego domu. To będzie moja przestrzeń pełna świętego spokoju oraz najskrytszych pragnień mojej duszy. 

Drugie także bliskie to napisanie pracy doktoranckiej, której tematyka będzie powiązana oczywiście z moimi pasjami i pracą. Tytuł może jeszcze ulec zmianie, ale na pewno będzie dotyczył: Żywność funkcjonalna w profilaktyce chorób cywilizacyjnych układu pokarmowego – zespół jelita drażliwego, SIBO, IMO. 

Powiązane z tym wyzwaniem będzie wydanie książki której tytuł będzie brzmiał „Zdrowie w ziołach i owocach”. 

Moje trzecie marzenie to kurs na nauczyciela jogi. Czy będę uczyć jogę po jego uzyskaniu to nie wiem. Potrzebuję go dla siebie, dla balansu i równowagi w moim żuciu. Czuję, iż pomoże mi w głębszym zrozumieniu potrzeb swojego ciała i sygnałów z nich płynących. Co za tym idzie w uzdrowieniu moich jelit, żołądka i całego układu pokarmowego.

Inne marzenia także chodzą mi już po głowie…  jedno z nich to kompleksowa oferta – wsparcie w odbudowie zdrowego stylu życia świadczona przeze mnie w Bieszczadzkie Herbarium miejscu pełnym mocy i skąpanym w magii natury. 

Obecnie koncentruję się na realizacji bliższych marzeń, oraz tych dalszych krok po kroczku i do celu!

Co mi pomaga w procesie samouzdrawiania?

To, co lubię robić najbardziej…

Praktyka mądrego poranka – pobudka o 5; medytacja i joga – rano daję sobie czas na zadbanie o wewnętrzny spokój i budowę mega dystansu do rzeczywistości.

Odpoczynek = odbudowa energii, regularne regenerowanie pozytywnych emocji

Ulubiona aktywność = medytacja w ruchu  – slow jogging, 13 km biegania po lesie pomaga mi pokonać największe życiowe wyzwania. To mój największy turbodołodowacz!

Świadome odżywanie – regularne dbanie o funkcjonalne odżywianie wybierając co zdrowsze. 

Pasja do przetwarzania zdrowej żywności – stwarza mi większe możliwości dbania o zdrowie moje i mojej rodziny, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. 

Naturoterapia – poszukiwanie alternatywnych metod uzdrawiania, komponowanie mieszanek ze składników roślinnych w celu uzyskania pożądanych rezultatów prozdrowotnych. 

Kontakt z naturą – pomaga mi utrzymać równowagę,  spokojny umysł, balans życiowy. 

Świadomość kotwic mocy – mniejszych i większych rytuałów codzienności, które odbudowują moją energię oraz pełnią rolę porządkującą tego, co najważniejsze w moim życiu 

Praktyka świadomego oddechu

Praktyka mindfulness 

Świadomość własnych wartości – na płaszczyźnie osobistej i zawodowej

Praca pełna pasji – inspirowanie kobiet do zmiany stylu życia na zdrowsze. Wsparcie aby raz na zawsze przestały się odchudzać. 

Narzędzia rozwojowe: Dziennik Świadomego Życia, Mapa Marzeń, Realny Plan Działania.

A także: ulubiona muzyka, inspirujące czytanie, ręczne robótki.

Nawet jeśli teraz jesteś na życiowym zakręcie, masz za sobą kolejną restrykcyjną dietę, borykasz się z uporczywymi dolegliwościami układu pokarmowego, nawet jeśli nie lubisz siebie i swojego ciała, myślisz że nie ma możliwości abyś zbudowała zdrowy styl życia robiąc to, co lubisz najbardziej. To znaczy, że jest to Twój pierwszy krok ku przemianie swojego życia. Możesz mi uwierzyć. Ja przemieniłam swoje całe życie… najboleśniejsze traumy przekułam w świadomie życie odbudowując zdrowy styl życia. Moja codzienność wypełniona jest radością, szczęściem,  spełnieniem, świadomością i akceptacją, tego, co trudne. Ty także masz prawo do zmiany życia na zdrowsze i szczęśliwsze!

Otrzymasz ode mnie

  • Wiedzę i doświadczenie w budowie fundamentów zdrowego stylu życia
  • Skuteczne narzędzia, które pomogą Ci odbudować zdrowy styl życia
  • Wsparcie dzięki któremu raz na zawsze przestaniesz się odchudzać
  • Dietę = świadome odżywiane oparte na tym, co lubisz jeść
  • Motywację do sportu w postaci ulubionych aktywności
  • Wiedzę i inspirację jak przemieniać stres w pozytywny
  • Skuteczne techniki radzenia sobie ze stresem
  • Wsparcie w przepracowaniu bagażu przeszłości   
  • Wsparcie dzięki któremu wzmocnisz swoje poczucie własnej wartości
  • Inspiracje zapraszając naturę do swojej codzienności
  • Otwartość i szczerość
  • Uśmiech, radość, entuzjazm
  • Bezgraniczny optymizm 

Monika Bulik

  • certyfikowana i akredytowana dietetyczka Polskiego Instytut Dietetyki  
  • certyfikowana psychodietetyczka Polskiego Instytut Dietetyki  
  • certyfikowana trenerka coachingu dietetycznego Polskiego Instytut Dietetyki  
  • certyfikowana i akredytowana coach Noble Manhattan Coaching, Institute of Coaching & Mentoring
  • dyplomowana trenerka Mistrzowski Kurs Trenerski Szkoły Coachingu Lilianna Kupaj
  • absolwentka psychologii biznesu Krakowskiej Szkoły Biznesu MBA Studia Podyplomowe
  • certyfikowana i akredytowana zielarka-fitoterapeutka Akademii Amicorum  
  • certyfikowana trenerka naturoterapii w praktyce Uniqskills

Mój świat tworzy to, na czym się koncentruję! 

Moje sukcesy w liczbach

67
zadowolonych klientek indywidulanych sesji
800
godzin szkoleniowych grupowych
10
lat w Kole Wiecznego Odchudzania
3
lata w świecie wrażliwego jelita i SIBO

Uprawnienia i certyfikaty

Jesteś gotowa, aby zmienić swoje życie na zdrowsze?

Zrób pierwszy krok i zapisz się na darmową  konsultację!

Style Switcher
Headers layouts
Top bar
Color skin
Navigation
Static
Sticky