Monika Bulik

Moją misją jest to, aby kobiety odbudowały swój zdrowy styl życia i raz na zawsze przestały się odchudzać.

Przemieniłam swoje bogate i bolesne doświadczenie w sukces, odzyskałam świadome życie robiąc to, co lubię najbardziej.  Z przyjemnością, odpowiedzialnością i przekonaniem dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem, narzędziami, praktykami, które pomogły mi oraz moim klientkom. Zatem mogą pomóc i Tobie.

Nasze życie to codzienna odkrywczo-rozwojowa podróż, w której każdy dzień daje nam nowe  doświadczenia. Moja życiowa wędrówka była szczególnie skomplikowana, wiodła od zagubionej nastolatki, którą pochłonęło dziesięcioletnie Koło Wiecznego Odchudzania, po dorosłą i świadomą kobietę, która przemieniając własne życie wreszcie zaczęła rozumieć własne ciało, akceptować je, kochać siebie i cieszyć się każdym dniem. Odbudowała zdrowy styl życia oparty na świadomości i akceptacji oraz tym, co lubi w życiu najbardziej.

10 lat w kole wiecznego odchudzania,  którego konsekwencją stała się anoreksja…

W szkole średniej nie tylko dojrzewałam, przeżywałam wyjątkowo głębokie emocje, pierwszą miłość i nie ostatni bunt. Jak wszyscy. Dla mnie był to przede wszystkim czas, w którym popadałam z jednej skrajności – odchudzania, w drugą  – przejadanie emocji. Był to bardzo trudny okres – iluzorycznych sukcesów – gdy waga była „wymarzona” oraz czas ogromnej katastrofy – kiedy błyskawicznie tyłam.

Będąc w liceum bardzo dobrze się uczyłam. Zostałam najlepszą w szkole absolwentką ze średnią ponad 5,2 aż z 40 przedmiotów. Bycie najlepszą nie sprawiało mi jednak żadnej satysfakcji, bo każdy szkolny sukces przysłaniała powracająca nadwaga. Dramatyczna nadwaga. I następujące po niej gwałtowne odchudzanie. Ciągłe wahania wagi doprowadzały do coraz poważniejszych zaburzeń i powikłań zdrowotnych. Ciało zaczęło się buntować i dawać poważne sygnały ostrzegawcze w postaci dolegliwości i chorób!

Studia oznaczały zmianę miejsca zamieszkania. Zamieniłam Bieszczady na duże miasto, inne otoczenie, inne środowisko. Po 5 latach poważnego odchudzania mogłam mniej o nim myśleć, a moje wysiłki stały się mniej intensywne. Nie zmieniło to jednak faktu, iż nadal trwałam w tym błędnym Kole oszukiwania się. Odmawiałam sobie wielu ulubionych potraw, otoczeniu wmawiałam, iż dbam o siebie. Ale w chwilach słabości chowałam się po kątach, podjadając zakazane „smakołyki”. Po takich skrajnościach – od głodowania po obżarstwo – człowiek czuje się okropnie. Pragnie zapomnieć, ale nie może. Wyrzuty sumienia są olbrzymie.

Na ostatnim roku studiów postanowiłam wrócić do domu – w Bieszczady, za którymi bardzo tęskniłam. Wyglądałam całkiem nieźle, szczupła pełna uśmiechu, ale tylko na zewnątrz. W głębi serca kotłowało się wiele spraw niedokończonych, a moje ciało powiedziało „mam już dość” i poważnie się rozchorowałam. Ciągłe odmawianie sobie doprowadziło mnie do początkowej fazy anoreksji…

Ta straszna choroba i związane z nią cierpienie były jednak początkiem najpiękniejszego okresu w moim życiu – czasu wewnętrznej przemiany… odzyskania radości życia! Był to mój najpierwszy etap świadomego rozwoju.  Wówczas myślałam, że gorzej być nie może i że nic nie może mnie zaboleć bardziej. Jednak e życie pokazało mi inaczej, o tym za chwilkę poniżej.

A tym czasem jakie poczynałam kroki po totalnym wyniszczeniu swojego ciała, umysłu i duszy czyli po ponad 10 latach wiecznego odchudzania…

Zrobiłam wszystkie badania lekarskie, których tak się obawiałam, a które zaskoczyły mnie pozytywnym wynikiem. Dały mi on olbrzymią siłę i zarazem zrozumienie, iż przyczyny mojej choroby tkwią głęboko w mojej głowie.

A wówczas, jakby z nieba, zaczęłam otrzymywać wsparcie od Losu czy Boga. W czym? W poznawaniu siebie, potrzeb swojego ciała i pracy nad sobą rozwijając świadomość tego, co tak naprawdę jest dla mnie najważniejsze w życiu. Spotkanie z książką Louise Hay „Możesz uzdrowić swoje życie” przyczyniło się do odkrycia źródeł mojego wiecznego odchudzania oraz pomogło w rozpoznaniu wewnętrznych blokad w zaakceptowaniu oraz pokochaniu siebie. Zrozumiałam, że przez ponad 10 lat, nieustannie się odchudzając, tak naprawdę poniżałam siebie oraz karałam za coś, co nie wiązało się z żadną moją winą – to deficyty przeszłości i olbrzymia potrzeba pokochania swojego wewnętrznego dziecka.

To pierwsze przebudzenie rozpoczęło najważniejszy – uzdrawiający proces w moim życiu, który trwał 7 lat. Dzięki niemu uleczyłam własne ciało, umysł i duszę odzyskując równowagę w życiu.

Moje zdrowie, ciało i umysł powróciły do równowagi. Przemieniłam cierpienie oraz trudności w codzienną radość życia. Nauczyłam się miłości i szacunku do samej siebie, zaufałam sobie! Uświadomiłam sobie potrzeby własnego ciała i wówczas przestałam się odchudzać. Odzyskałam najpotężniejsza siłę życiową – wewnętrzny spokój. Wówczas moja waga była taka, o jakiej zawsze „marzyłam”. Jem to, na co mam ochotę ciesząc się radością smaku. 

4 lata macierzyństwa, czas odkurzenia pasji z dzieciństwa, odbudowa więzi z naturą…

8 czerwca 2016 roku urodził się Ksawery, czas kiedy był w brzuszku wspominam pozytywnie. Wykorzystał go w pełni dla siebie, swoich potrzeb i rosnącego we mnie maleństwa. Prawie codziennie rano ćwiczyłam poranną jogę, dużo spacerowałam, a nawet biegałam. Oczywiście zdrowo się odżywiałam dla dwojga. Coś tam pracowałam, ale jak nie miałam chęci to tego nie robiłam. Odkurzyłam swoje pasje z dzieciństwa zapraszając zioła do swojej codzienności. Zbierałam kwiaty, liście, owoce, korzenie – roślin, które miałam na wyciagnięcie dłoni. Zaczęłam tworzyć z nich przepyszne mieszanki ziołowe, które spożywałam w postaci herbatek. Zamykałam także potencjał leczniczy ziół w buteleczkach w postaci domowych przetworów. Mieszkałam wówczas w Ustrzykach, to miejsce sprzyjało takim zajęciom. Niespodziewanie obudziłam swoją uśpioną pasję, która bardzo mocno mnie wkręciła, sprawiając ogromną radość.  Tym bardziej kiedy uświadomiłam sobie, iż mogę w prosty i skuteczny sposób zadbać o swoje zdrowie i mającego przyjść na świat dziecka. Motywacja była ogromna  w takim stopniu, iż postanowiłam uzyskać państwowy tytuł z kodem zawodu zielarza-fitoterapeuty. Już wówczas wiedziałam, iż w przyszłości będę ją rozwijać. Owocem tej pozytywnej siły stały się także receptury funkcjonalnych herbatek ziołowych i owocowo-ziołowych. Tak naprawdę powstały w międzyczasie chłonięcia zielarskiej wiedzy. Kiedy urodził się Ksawery to czas się zatrzymał, niestety doświadczyłam totalnego barku kompetencji służby medycznej podczas tego porodu. Mój stan był bardzo ciężki. Jednak wiedziałam  jak mogę sobie pomóc i moje ciało bardzo szybko się zregenerowało. Lekarz, który mnie prowadził był zadziwiony, iż w tak szybkim czasie można wyzdrowieć.

fotki dwie 

Po tym wymagającym czasie zawodowo powróciłam do swojej misji szkoleniowej, a także postanowiłam swoją zielarską pasję ubrać w gotowe produkty do sprzedaży. Przy pomocy męża powstała marka Bieszczadzkie Herbarium – 100 % naturalne herbatki ziołowe. Już podczas tego powstania w planach były inne produkty. Jednak los tak sprawił, iż  trzeba było się zatrzymać bo na świecie pojawił się mój drugi skarb – córka Amelka. Ta zmiana odmieniła całkowicie moje życie. Jedno dziecko to rewolucja, ale dwója to nie jest podwójna rewolucja, to niekończąca się codzienna rewolucja pełna obowiązków. To czas kiedy odstawiłam część siebie, swoich pragnień na bok. Oddałam się w pełni macierzyństwu,  godząc rolę mamy z pracą.  Wszystko działo się w bardzo szybkim tempie czerpiąc z siebie ogromne i czasami ostanie pokłady energii. Herbatki Bieszczadzkiego Herbarium od samego początku wchodząc na rynek bieszczadzki cieszyły się dużym zainteresowaniem, a nowy projekt Bieszczady .shop stał się nieplanowanie bardzo czasochłonny. Pogodzenie pracy i zajmowanie się dziećmi uczyło mnie życia… świadomego odpuszczania, niekończącej sztuki akceptacji. Nie obyło się bez wyzwań, trudności, głębokich emocji także tych negatywnych oraz stresu. Szybkość życia, brak odpoczynku, zgormadzony stres, napięcia w ciele otworzyły mój kolejny etap życia…

Prawie 3 lata w świecie dolegliwości żołądkowo-jelitowych… zespołu jelita drażliwego i SIBO…

To drugie przebudzenie rozpoczęło drugi równie ważny jak pierwszy uzdrawiający proces w moim życiu, który trwa obecnie każdego dnia.

Pamiętam tą datę dokładnie 16 marca 2020 r. jak każdy poniedziałek poszłam do pracy, wówczas biuro miałam w Ustrzykach Dolnych. Po zakończeniu pracy poszłam do sklepu i zrobiło mi się słabo, aż prawie zemdlałam. Kiedy doszłam do domu byłam bardzo słaba i nic nie mogłam jeść bo zaczął mnie potwornie boleć brzuch. Czułam się jakby mój układ pokarmowy został zablokowany i przestał funkcjonować. Zadzwoniłam do lekarza rodzinnego, oczywiście mnie nie przyjął, bo to czas kiedy zaczął się COVID-19. Prawie nic nie jadłam przez 3 dni i wylądowałam na SORze pod kroplówką. Lekarz tam dyżurujący przepisał mi elektrolity i powiedział, że po 3 dniach powinno przestać. Tak się nie stało, moje zdrowie się pogorszyło, a dolegliwości były co raz poważniejsze. A ja nadal nie mogłam nic jeść. W ciągu 5 dni kiedy ten stan trwał zeszło ze  mnie 8 kg!. Czułam potworną bezradność, dzwoniłam do lekarzy, szpitali i tylko słyszałam, że to mogą być objawy wskazujące na COVID. Po 5 dniu dniach trwania tej traumy, na skraju wyczerpania mąż zawiózł mnie na drugi SOR i tutaj ku zaskoczeniu pomogli mi. Otrzymałam kroplówkę, leki dożylne oraz przepisano mi inne lekarstwa. Stwierdzono, bez badań, że mam zapalenie żołądka i dwunastnicy. Zbliża się wiosna i to jest normalne o tej porze. Pomalutku zaczęłam coś jeść, i rozpoczęłam odkrywczo-uzdrawiający proces w swoim życiu. Do lekarza w najbliższym czasie nie było szans się dostać, był to czas największej sezonowej zachorowalności na koronawirusa. Najpierw szukałam sposobów w jaki sposobów mogę sobie pomóc dietą. Zaczęłam pić olbrzymie pokłady wywaru z siemienia lnianego, pić herbatkę  z mięty pieprzową i rumianku. Moja dieta oczywiście była bardzo lekkostrawna, głównie królowały płatki owsiane, delikatne zupy, gotowane warzywa i grillowane białe mięso.  Nie mogłam ćwiczyć, bo nie miałam siły, nie pracowałam, za to dużo spałam, spacerowałam. Po dwóch miesiącach czułam się lepiej, maiłam więcej energii  i od razu powróciłam do aktywności, porannej jogi, jeździe na rowerze w towarzystwie natury. W tym czasie zaczęłam szukać przyczyny co się stało? Dlaczego mój żołądek zachorował? Co miało na to wpływ? Co chce mi powiedzieć moje ciało? Analizowałam swoje życie przed pojawianiem się tychże dolegliwości. Zaczęłam rozumieć, iż najbardziej szkodzi mi stres…

2 fotki 

Z trudem było mi się z tym pogodzić ponieważ systematycznie uprawiałam aktywności,  zdrowo w sumie jadłam. Teraz wiem, że to było za mało, i sama się oszukiwałam, że jest ok! Od tego czasu moje potrzeby i mój czas wolny stały się świętością! Spokój i zdrowie mamy to zdrowa i spokojna rodzina! Mogłam co raz więcej jeść, nawet miód, czekoladę, orzechy w małych porcjach porannej kaszy i owsianki. Sprawiało mi to wielką przyjemność. Jadłam więcej warzyw surowych i gotowanych, mniej jeszcze owoców.

Pamiętam jak dziś kiedy w lipcu po 4 miesiącach przerwy napiłam się z przyjaciółką kawę. Smakowała tak pysznie, najpyszniej na świecie. W wakacje zainteresowanie koronawirusem zmalało i postanowiłam dostać się do jakiegoś specjalisty od gastroenterologii. W tym czasie zaczęłam u siebie obserwować kolejne dolegliwości, z jelitami. I udało się, odbyłam wizytę u Pani doktor. Była bardzo miła, wysłuchała mnie,  zbadała, skonsultowałam z nią swoją dietę.  Przepisała także leki IPP, które pomogły mi od razu jednocześnie siejąc coraz gorsze spustoszenie w moim żołądku i jelitach. Teraz to wiem, wówczas nie miałam takiej wiedzy.

Z jej diagnozy miał to być zespół jelita drażliwego. Brałam przez pierwszy miesiąc bardzo duże dawki tych leków. Po tym czasie postanowiłam je odstawić wbrew temu, co zalecała lekarka.  Wówczas bardzo analitycznie i ze szczególną uwagą obserwowałam swoje ciało, prowadziłam dziennik zapisując dosłownie wszystko co jadłam, o której godzinie, i co się działo po jedzeniu. W zapiskach także był poziom dziennego stresu oraz tego co go wywołało – jaki bodziec i czy sobie z nim poradziłam. W dalszym ciągu szukałam przyczyny co się stało? Wiedziała, iż zaczęło się od zapalania błony śluzowej żołądka, kiedy ten stan się uspokoił to pojawiły się problemy z jelitami w postaci zaparć. W dalszym ciągu dużo czytałam, szukałam inspiracji, zrozumienia. Pewnego dnia jak z nieba wpadła mi do rąk książka Kasi Dziurskiej SIBO jak z nim żyć, jak leczyć? Przeanalizowałam ją bardzo szczegółowo, zestawiając to co w niej jest zawarte, a moimi dolegliwościami. Czułam, że to jest to, co nie spotkało. Trochę ulgę, trochę przerażenie, że to jednak choroba, która jest praktycznie nieuleczalna. Zaraz po tym odkryciu przyszedł do mnie kurs Marcina Sędkowskiego „Zdrowie w jelitach – wylecz SIBO, IMO, SIFO i Zespół jelita drażliwego”.  Ten kurs jeszcze głębiej uświadomił mi, co się dzieje w moich jelitach oraz to, że mogę sobie pomóc! Kolejny mój krok to test wodorowo-metanowy na SIBO. Wynik na granicy pozytywny metanowy.

2 fotki

Świadoma tego, że najbardziej szkodzi mojemu zdrowiu stres zabrałam się do jego najgłębszego poznania. Kiedy zrozumiałam co robi w moim ciele, ze szczególnym okrucieństwem w układzie pokarmowym postanowiłam, że sobie z nim poradzę odkrywając jego pozytywną stronę. Jak? Przeanalizowałam swoją obecną sytuację życiową. Tego czego życie ode mnie wymaga: w domu, pracy i od siebie czyli Ja – moje potrzeby i rozwój. Zrozumiałam, że pracę mogę sobie regulować w zależności od swojej aktualnej sytuacji życiowej i bieżących potrzeb.  Opracowałam swoje techniki relaksacyjne, świadome przerwy od pracy i obowiązków rodzinnych, rytm dnia, listę rytuałów mniejszych i większych dla siebie i dla rodziny. To moje codzienne kotwicy mocy, tak naprawdę dzięki którym żyję!

W tym czasie także zanurzyłam się w stresie i jego oddziaływaniu na układ pokarmowy…

Zrozumiałam, że dla naszego ciała i umysłu stresem jest każda sytuacja, która wyprowadza nas ze stanu równowagi. Tak więc restrykcyjna dieta, sama jej zmiana nawet na zdrowszą, jedzenie w pośpiechu czy z telefonem i TV, intensywny trening za wszelką cenę kiedy ciało prosi o relaks,  jeden trening za drugim z brakiem czasu na regenerację, zakłócony rytm dnia, mała ilość snu, rozczarowanie, że się nie zrobiło tyle ile zaplanowało – w pracy, domu.

Uświadomiłam sobie, że moja kondycja psychiczna ma bardzo dużo wspólnego z moją kondycją jelit. Układ pokarmowy, nerwowy, odpornościowy i hormonalny są ze sobą mocno połączone. A stres może zmniejszyć mikroflorę bakteryjną jelit do zera. Co mi pomogło jeszcze zrozumieć dlaczego tak się stało? Co było powodem, że mój żołądek i jelita zachorowały?  Moje dzieciństwo, i to co w nim przeżyłam, po nim okres dorastania w cieniu wiecznego odchudzania ukształtowały to, jak mój układ nerwowy i pokarmowy pracują obecnie. Dwie ciąży blisko siebie, to także wyczerpujący okres dla ciała i psychiki kobiety. Teraz już wiem, dlaczego akurat stało się to w tym czasie.

Pamiętajcie, jelita i mózg połączone są ze sobą osią jelitowo-mózgową. Ostanie badania naukowe potwierdzają, iż dominujący wpływ wywierają jelita na ośrodkowy układ nerwowy. Zatem jeśli chcemy być zdrowi, to musimy zadbać o emocje, reakcje na stres, radzenie sobie ze stresem, komfort psychiczny, regenerację psychiczną. I oczywiście od drugiej strony zadbać o układ pokarmowego – zdrowo i świadomie się odżywiać.  Do tego wszystkiego niezbędny jest zdrowy, regenerujący sen – to fundament naszego zdrowego stylu życia!

Podczas tego zmagania i uzdrawiania sięgnęłam głębiej swoich pasji, zrobiłam szczegółową listę tego, co lubię robić najbardziej w życiu? Co dodaje mi skrzydeł? Najwyższą pozycje zdobyła praca w roli coacha zdrowia z klientami indywidualnymi, warsztaty oraz praca w roli zielarki-fitoterapeutki. Role te wzajemnie się uzupełniają – nierozerwalnie połączone są z naturą, którą kocham. W trakcie tego wymagającego czasu podjęłam decyzję o dalszym rozwoju uzyskując tytuł dietetyka z dyplomem państwowym z rozszerzeniem o psychodietetykę i coaching dietetyczny. 

Dzięki temu procesowi przemiany-uzdrawiania odbudowałam bardziej świadome życie, zdrowszy styl życia, uczę się codziennie radzić sobie ze strasem robiąc to, co lubię najbardziej. Kiedy jestem zmęczona, i nie mam energii to odpuszczam dając przestrzeń na jej odzyskanie. Aktywnie wypoczywam przebiegając 13 km w świadomych oddechu słuchając swego ciała, praktykuję codzienne mądre poranki rozpoczynając dzień od medytacji i jogi, śniadanie królewskie to świętość w mojej rodzinie, wieczorne wyciszenie w postaci czytania inspirujących książek aromaterapeutycznej kąpieli z nutą lawendy czy sosny. Czerpię z darów natury moc każdego dnia.

Oczywiście mam także marzenia do zrealizowania…

Pierwsze najbliższe to przeprowadzka do nowego domu. To będzie moja przestrzeń pełna świętego spokoju oraz najskrytszych pragnień mojej duszy.

Drugie także bliskie to napisanie pracy doktoranckiej, której tematyka będzie powiązana oczywiście z moimi pasjami i pracą. Tytuł może jeszcze ulec zmianie, ale na pewno będzie dotyczył: Żywność funkcjonalna w profilaktyce chorób cywilizacyjnych układu pokarmowego – zespół jelita drażliwego i SIBO.

Moje trzecie marzenie to kurs nauczyciela jogi. Czy będę uczyć jogę po jego uzyskaniu to nie wiem. Potrzebuję go dla siebie, dla balansu i równowagi w moim żuciu. Czuję, iż pomoże mi w głębszym zrozumieniu potrzeb swojego ciała i sygnałów z nich płynących. Co za tym idzie w uzdrowieniu moich jelit, żołądka i całego układu pokarmowego.

Inne marzenia także chodzą mi już po głowie…  jedno z nich to kompleksowa oferta – wsparcie w odbudowie zdrowego stylu życia świadczona przeze mnie w Bieszczadzkie Herbarium miejscu pełnym mocy i skąpanym w magii natury. 

Obecnie koncentruję się realizacji bliższych marzeń, oraz tych dalszych krok po kroczku. 

Co mi pomaga w procesie samouzdrawiania?

To, co lubię robić najbardziej…

Praktyka mądrego poranka – pobudka o 5; medytacja i joga – rano daję sobie czas na zadbanie o wewnętrzny spokój i budowę mega dystansu  

Odpoczynek = odbudowa energii, regularne regenerowanie pozytywnych emocji

Ulubiona aktywność = medytacja w ruchu  – slow jogging, 13 km biegania po lesie pomaga mi pokonać największe życiowe wyzwania. To mój największy turbodołodowacz!

Praktyka świadomego oddechu

Praktyka mindfulness – świadomość zjednoczona z doświadczaniem, połączenie z życiem

Świadome odżywanie – wybór tego, co zdrowsze. 

Pasja do przetwarzania zdrowej żywności – stwarza mi większe możliwości dbania o zdrowie moje i mojej rodziny, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. 

Naturoterapia – poszukiwanie alternatywnych metod uzdrawiania, komponowanie mieszanek ze składników roślinnych w celu uzyskania pożądanych rezultatów prozdrowotnych. 

Kontakt z naturą – pomaga mi utrzymać równowagę,  spokojny umysł, balans życiowy. 

Świadomość kotwic mocy – mniejszych i większych rytuałów codzienności, które odbudowują moją energię oraz pełnią rolę porządkującą tego, co najważniejsze w moim życiu 

Świadomość własnych wartości – na płaszczyźnie osobistej i zawodowej

Praca pełna pasji – inspirowanie ludzi do zmiany stylu życia na zdrowszy. 

Narzędzia rozwojowe: Dziennik Świadomego Życia, Mapa Marzeń, Realny Plan Działania.

A także: ulubiona muzyka, inspirujące czytanie, ręczne robótki.

Nawet jeśli teraz jesteś na życiowym zakręcie, masz za sobą kolejną restrykcyjną dietę , nawet jeśli nie lubisz siebie i swojego ciała, myślisz że nie ma możliwości abyś zbudowała zdrowy styl życia robiąc to, co lubisz najbardziej. To znaczy, że jest to Twój pierwszy krok ku przemianie swojego życia. Możesz mi uwierzyć. Ja przemieniłam swoje całe życie… najboleśniejsze traumy przekułam w świadomie życie odbudowując zdrowy styl życia. Moja codzienność wypełniona jest radością, szczęściem i spełnieniem. Ty także masz prawo do takiego życia!

Otrzymasz ode mnie

  • Wiedzę i doświadczenie w budowie fundamentów zdrowego stylu życia
  • Skuteczne narzędzia, które pomogą Ci odbudować zdrowy styl życia
  • Wsparcie dzięki któremu raz na zawsze przestaniesz się odchudzać
  • Dietę = świadome odżywiane oparte na tym, co lubisz jeść
  • Motywację do sportu w postaci ulubionych aktywności
  • Wiedzę i inspirację jak przemieniać stres w pozytywny
  • Skuteczne techniki radzenia sobie ze stresem
  • Wsparcie w przepracowaniu bagażu przeszłości   
  • Wsparcie dzięki któremu wzmocnisz swoje poczucie własnej wartości
  • Inspiracje zapraszając naturę do swojej codzienności
  • Otwartość i szczerość
  • Uśmiech, radość, entuzjazm
  • Bezgraniczny optymizm 

Monika Bulik

  • certyfikowana i akredytowana dietetyczka Polskiego Instytut Dietetyki  
  • certyfikowana psychodietetyczka Polskiego Instytut Dietetyki  
  • certyfikowana trenerka coachingu dietetycznego Polskiego Instytut Dietetyki  
  • certyfikowana i akredytowana coach Noble Manhattan Coaching, Institute of Coaching & Mentoring
  • dyplomowana trenerka Mistrzowski Kurs Trenerski Szkoły Coachingu Lilianna Kupaj
  • absolwentka psychologii biznesu Krakowskiej Szkoły Biznesu MBA Studia Podyplomowe
  • certyfikowana i akredytowana zielarka-fitoterapeutka Akademii Amicorum  
  • certyfikowana trenerka naturoterapii w praktyce Uniqskills

Mój świat tworzy to, na czym się koncentruję! 

Moje sukcesy w liczbach

67
zadowolonych klientek indywidulanych sesji
800
godzin szkoleniowych grupowych
10
lat w Kole Wiecznego Odchudzania
3
lata w świecie wrażliwego jelita i SIBO

Uprawnienia i certyfikaty

Jesteś gotowa, aby zmienić swoje życie na zdrowsze?

Zrób pierwszy Krok i zapisz się na gratisową sesje wstępną!

Style Switcher
Headers layouts
Top bar
Color skin
Navigation
Static
Sticky